Marek Lewandowski Rzecznik "S": Możecie mną gardzić, ale żądam tolerancji!

Nie oczekuję od środowisk antykatolickich akceptacji. Oczkuję tolerancji. Tolerancji, bo tolerować znaczy cierpliwie znosić i w swej istocie jest ona formą sprzeciwu. Dlatego nasza wiara, nasze symbole, nasze wartości, przykazania i zasady mogą być odrzucane i uznawane za śmieszne. Mogą być nawet pogardzane, ale w imię tolerancji nie wolno ich ruszać.

Granica między tolerancją, a jej brakiem jest jak machanie pięścią. Póki macham przed nosem toleruję. Tolerancja kończy się, gdy pięść ląduje na nosie i katolicy po raz kolejny tę piąchę zaliczyli.

Nałożenie symboli LGBT – bo nie żadnej tęczy – na wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej i rozklejenie Jej na śmietnikach, przenośnych szaletach, to kolejny brak tolerancji i mowa nienawiści. Tak jak profanowanie Grobu Pańskiego, zdejmowanie i łamanie Krzyża, czy wlewanie do chrzcielnicy alkoholu. Nie wspominając już o tzw. sztuce. I o ironię robią to ci, którzy do walki z mową nienawiści i o tolerancję najgłośniej nawołują.

To co robią, to czynione z premedytacją łajdactwo i chamstwo. I nie ma tu sensu jakikolwiek dialog. Należy się temu przeciwstawiać. I nie nawołuję tu do jakiejkolwiek przemocy. O nie. Nie jesteśmy muzułmanami, którzy za podobną profanację Proroka Mahometa zwyczajnie ucięliby jednemu czy drugiemu miłośnikowi „psełdotolerancji” łeb. Ale też nie możemy być milczącą większością, która się biernie temu przygląda, a krzykliwy margines coraz odważniej sobie poczyna.

Na początek wystarczy, że nie będziemy udawali, że nic się nie stało. Że będziemy sprawy nazywali po imieniu, korzystali z demokracji, przepisów prawa oraz manifestowali swoją wiarę. I przede wszystkim się modlili. Za siebie, za Kościół, za nich i o przebaczenie.

Amen

Informacje

Komisje Oddziałowe

Linki

Kontakt z nami